Filtr DPF się nie psuje. Nie ma w nim części mechanicznych, elektrycznych ani tym bardziej elektronicznych. Nie ma w nim także żadnych części ruchomych. Żeby go uszkodzić, trzeba się postarać. Gdy jest zamontowany w aucie, sprawa jest jeszcze trudniejsza, bo dodatkowo przez wibracjami chroni go otulina z koca azbestowego, a całość przykrywa puszka ze stali nierdzewnej. Nie ima się go więc ni rdza, ni błoto. Dobrym pomysłem jest podpalenie.
Niestety sam filtr DPF jest niepalny, bo węglik krzemu wytrzymuje temperaturę do 2500 stopni Celsjusza. Zapałki nie wystarczą. Że do diesla nie można zatankować benzyny? Ręka do góry, kto nie zrobił takiego numeru chociaż raz! Przypominam, że dystrybutor oleju napędowego ma większą średnicę lufy niż benzynowy (i zazwyczaj niż wlew do baku), więc w tę stronę jest trudniej. Ale w druga? O sam zapłon będzie już łatwiej. Przy okazji załatwia się pompę paliwa, wtryskiwacze, a jak dobrze pójdzie to i EGR i turbinę.
Jeśli wyłączyć użycie ruskich dronów bojowych, zniszczenie filtra DPF na samochodzie nie jest proste. Należałoby go więc przed utylizacją wymontować z samochodu. W starszych typach samochodów sprawa jest mniej złożona, bo zazwyczaj filtr cząsteczek stałych zamontowany jest pod kabiną pojazdu, mniej więcej w połowie układu wydechowego. Przyda się podnośnik lub kanał. Wersja mini dla złodziei: solidny lewarek plus świecowy (w gwarze więziennej: wspólnik pozostający w czasie napadu na czatach). W nowszych pojazdach rzecz jest trudniejsza, bo współcześni inżynierowie wpadli na kontrowersyjny pomysł, że do spalania sadzy przyda się wysoka temperatura. Dlatego przesunęli tłumik z filtrem DPF w kierunku silnika, aby cieplutkie spalinki za darmoszkę podnosiły temperaturę w DPF-e.
Nie zdawali sobie sprawy, jakie słowa pod swoim adresem usłyszeliby dzisiaj, gdyby przechodzili przypadkiem niedaleko Pralni DPF na ulicy Ładnej w Warszawie, gdzie Mirek lub Jacek próbują właśnie wymontować rzeczony filtr DPF celem wyczyszczenia go. Oj, nasłuchaliby się! Gdyby znali nasz język to z pewnością rozpoznaliby targówkowiski akcent. Demontażowi filtra DPF – niezależnie czy odbywa się na Podlasiu u Zdzisia w szopie czy w autoryzowanym serwisie aut luksusowych centrum Londynu, Monachium czy Paryżu – towarzyszą te same słowa.
Najczęściej zaliczamy je do grupy nieparlamentarnych, albowiem wyjęcie filtra DPF z komory silnika, w której zazwyczaj zamontowany jest także silnik oraz kilka pomniejszych elementów to nie jest bułka z masłem. Stąd koszt regeneracji filtra DPF składa się w większej części z opłaty za demontaż niż za samo czyszczenie.
To bowiem już proces automatyczny i – jak powiedziałby amerykański prezydent: „duża i bardzo piękna” maszyna do regeneracji filtrów DPF i katalizatorów, zwana u nas poufale praleczką Franią, robi sama. Pralka pierze – ja se leżę. Odpoczynku na leżaku długo nie zaznam, bo muszę pilnować ciśnienia i przepływów. I obracać filtr w maszynie, by starannie wypłukać wszystkie osady: z sadzy, oleju popiołu i wszystkich innych śmieci, które zechciały zamieszkać w filtrze DPF. Na kawę właściwie wystarczy czasu. To jednak tylko w sytuacji, gdybym postanowił filtr DPF naprawić, a nie zepsuć, jak zaplanowałem wcześniej. Skoro już wymontowany, to można go teraz już sprasować walcem drogowym. W grę wchodzi także użycie ładunków wybuchowych. Ewentualnie można filtr DPF wrzucić do czarnej dziury.




